poniedziałek, 18 marca 2013

Rozdział I

Nagle poczułam jak ktoś chwyta mnie za ramię i gwałtownie odwraca w swoją stronę. Nie ukrywając wzdrygnęłam się ze strachu. Już po chwili usłyszałam zachrypnięty, męski głos. "Czego on ode mnie chce?!" - pomyślałam, a nagłos powiedziałam:
- Komu mam zawdzięczać ten zaszczyt, że zwróciłeś na mnie uwagę? Odkąd tylko zerwaliśmy nawet nie powiedziałeś mi durnego 'cześć'.
- Robimy razem plakat... - powiedział ignorując moje ostatnie wypowiedziane zdanie.
- No tak, ale nie przejmuj się... Zrobię go sama i będzie z głowy - powiedziałam.
- Skoro mamy go robić razem to zrobimy... - odpowiedział dotykając ręką moją dłoń.
Po całym ciele przeszły mnie dreszcze. Nie wiedziałam czy odsunąć się czy może nie psuć tej chwili. Odsuciłam się i szybko odeszłam krok w tył, przy tym gwałtownie zabierając rękę. Chłopak uśmiechnął się tym samym ukazując swoje dołeczki, które doprowadzały mnie do szaleństwa. Jednak nie było to najgorsze... Gorzej było uniknąć jego spojrzenia, które odkąd tylko rozmawialiśmy próbowały zetknąć się z moim. Opuściłam głowę tym samym patrząc się w ziemię, na którą zaczęły padać malutkie płatki śniegu, nic dziwnego w końcu był koniec listopada.
- Wpadnij do mnie dzisiaj o 18.00 to zaczniemy już coś robić - zaproponował Harry.
Nie miałam zamiary się tam zjawiać, ale i tak bym z nim nie wygrała zbyt dobrze go znam...
- A może najpierw spytałbyś się mnie czy mam czas? - zapytałam retorycznie podnosząc swoją głowę do góry.
- Masz czas? - westchnął.
- Nie... Jestem zajęta - odpowiedziałam.
- Nie możesz tego odwlekać... Boisz się mnie czy co? - zapytał zielonooki kładąc swoją dłoń na moim policzku.
- Zostaw! - powiedziałam zdejmując jego rękę z policzka - Jak mówię, że nie mam czasu to nie mam - powiedziałam tym razem gwałtowniej.
- Co takiego w tym czasie będziesz robić? - zapytał myśląc, że kłamie.
- Nic Ci do tego - oburzyłam się jego ciągłymi pytaniami.
- Chcę po prostu wiedzieć czemu nie możesz przyjść i zacząć robić ze mną tego plakatu - powiedział oczekując odpowiedzi.
- Mam trening - odpowiedziałam niechętnie.
- Jaki znowu trening?! - zapytał ze zdziwieniem.
- Od półtorej roku uczę się jazdy figurowej na łyżwach - odpowiedziałam.
- Kiedyś mówiłaś, że to głupota... - powiedział.
- Jak widzisz zmieniłam się... Mogę rzec, że na lepsze - powiedziałam.
- W takim razie może po treningu? - nalegał loczek.
- Będę wykończona... A tak w ogóle to nie wiadomo ile on potrwa, więc nie czekaj - odpowiedziałam i odwróciłam się, aby pójść dalej.
- W takim razie może jutro? - zapytał doganiając mnie.
- Jutro mam trening...
- Ile razy w tygodniu masz ten trening? - zapytał nie dowierzając.
- Kto powiedział, że to jest trening jazdy na łyżwach? - zapytałam lekko uśmiechając się.
- W takim razie jaki? - zapytał nie wiedząc co tak bardzo mnie zmieniło.
Kiedyś nie lubiłam zostawać po lekcjach na dodatkowych zajęciach, a tym bardziej ruszać się z cieplutkiej kanapy.
- Chodzę na aerobik... Od jakiegoś czasu interesuję się też tańcem - powiedziałam.
- To może w sobotę? - zaproponował chłopak.
- Niech jest - powiedziałam i ruszyłam w stronę domu.
"Czemu akurat musiał mi dać jego?!" - w mojej głowie ciągle krążyło te pytanie. Nie chciałam tam iść w sobotę... Może wymyślę, że jestem chora, albo coś... Nie mam zamiaru przebywać z nim dłużej niż pięć sekund w jednym pomieszczeniu, zbyt bardzo mnie zranił swoimi romansami z innymi dziewczynami podczas, gdy ja byłam mu całkowicie wierna i oddana. Po jakiś dziesięciu minutach byłam w swoim domu. Rzuciłam klucze na stolik w holu, rozebrałam buty i kurtkę po czym weszłam do kuchni. Był tam mój tata. Szeroko uśmiechnął się na mój widok. Pobiegłam do swojego pokoju i rzuciłam ciężką torbę w jego kąt. Musiałam przygotować się do treningu. Zeszłam na dół i zjadłam jakąś kanapkę po czym znów wróciłam do swojego pokoju. Z włosów uczesałam koka. Do plecaka spakowałam swój strój na występ, w którym będę występować już za tydzień w Londynie. Oczywiście o łyżwach nie zapomniałam. Wszystko starannie wpakowałam do plecaka. W lewej kieszeni od spodni poczułam wibracje mojego telefonu. Wyjęłam go i spojrzałam na wyświetlacz. Był to Harry. "Skąd ma mój numer?" - pomyślałam. Napisał do mnie:
'Szkoda, że nie możemy się dzisiaj spotkać... '
Zignorowałam tę wiadomość. Nie odpisałam na nią, może najzwyczajniej w świecie nie wiedziałam co? W szkole można powiedzieć, że mnie unika nawet nie stać go na głupie 'cześć', a  tu nagle napisał. Wyrwałam się z zamyśleń i powędrowałam do łazienki. Wzięłam szczotkę do włosów, tusz do rzęs i błyszczyk bez których nigdy się nie ruszałam. Dochodziła godzina 17.00, właśnie wychodziłam z domu, bo zajęcia miały zacząć się o 17.30. Tata zaproponował, że mnie zawiezie więc się zgodziłam. Po piętnastu minutach byłam już na lodowisku. Przebrałam się w  strój, założyłam łyżwy i wyszłam na lód, aby się rozgrzać. W końcu przyszłą moja trenerka, którą bardzo lubiłam. Kazała mi powtórzyć układ, który trenowałyśmy od paru dni. Był to najgorszy trening jaki tylko miałam. Nie wyszedł mi nawet najprostszy pirłet w powietrzu, który zawsze robiłam bez żadnych trudności. Byłam tak zatracona w myślach, że praktycznie nic do mnie nie docierało. Nagle na trybunach zobaczyłam Harry'ego. "Skąd on tu się wziął?!" - pytałam sama siebie. Nie mogłam się teraz potknąć. Chciałam pokazać mu, że jeśli coś jest moją pasją i to kocham to wychodzi mi to bez żadnej trudności. Po chwili trenerka zawołała mnie do krawędzi lodu. Kazała wykonać mi najtrudniejszy układ jaki tylko kiedy kolwiek ćwiczyłyśmy. Włączyła muzykę. Ja w tym czasie byłam na środku dużego lodowiska. Zabrzmiały pierwsze nuty repertuaru. Powoli zaczęłam ruszać rękoma i obracać się w rytm muzyki. Po kolei wykonywałam powolne ruchy ramionami i nogami. Muzyka przyśpieszała tempo. Zaczęłam jeździć po krawędziach lodowiska i wykonywać przeróżne pirłety. Po jakiś trzech minutach zakończyłam układ. Wszystko poszło zgodnie z planem. Trenerka zaczęła bić mi brawa. Postanowiła, że to właśnie ten układ zatańczę na zawodach po czym oznajmiła, że mogę już pójść do domu. Weszłam na trybuny, bo to właśnie tamtędy wchodziło się do szatni. Harry wstał z miejsca i skierował się ku mnie.
- Nie sądziłem, że wkładasz w to tyle serca - powiedział próbując patrzeć mi w oczy.
- Kocham ten sport - powiedziałam nie zatrzymując się ani na chwilkę.
- To widać - oznajmił.
- Idę się przebrać - powiedziałam wchodząc do szatni.
Już po chwili wyszłam z plecakiem. Brunet czekał na mnie tuż przed wejściem. Zdziwiłam się, gdy go tam zobaczyłam w końcu nie byliśmy już razem od dwóch lat. Wyszłam z budynku.
- Podwieź Cię do domu? - zapytał nieśmiało.
- Właściwie to możesz...
Wsiedliśmy do auta. Przez całą drogę nie odzywaliśmy się do siebie. Podjechał pod bramę mojego domu. Wyszedł z auta i otworzył mi drzwi.
- Dziękuję za podwózkę - powiedziałam.
- Proszę... - odpowiedział.
- Cześć - pożegnałam się po czym weszłam do domu i udałam się do swojego pokoju.

6 komentarzy:

  1. Ciekawie piszesz. Czekam na kolejny rozdział :D
    Zapraszam do siebie http://kayohix.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny blog. Bardzo ciekawy rozdział. Naprawdę mi się podoba. Jestem ciekawa co będzie dalej.
    Na pewno tu jeszcze wpadnę. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ;*
      Teraz to dla mnie na prawdę cenny komentarz...
      Cieszę się, że się spodobał ;*

      Usuń
  3. Bardzo ciekawe opowiadanie ;p Podoba mi się jak piszesz
    http://albuspotteri.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa ;)
      Mam nadzieję, że będziesz tutaj chociaż czasami gościł ;P

      Usuń