Tkwiliśmy tak przez dobre parę minut. Nagle jakiś głośny dźwięk wywodzący się z kuchni mnie ocucił. Odruchowo przetrząsnęłam głową i lekko zadrżałam. Było to takie uczucie jakby ktoś zbudził mnie z najpiękniejszego snu. "Wyrzuć z siebie te myśli" - pomyślałam.
- Lepiej będzie jak już sobie pójdziesz - powiedziałam.
- Widzimy się jutro - odpowiedział i łobuziarsko się uśmiechnął.
Wyszedł z mojego pokoju. Nie poszłam za nim. Usiadłam na łóżku po czym od razu wstałam, aby nie myśleć o tym jak bardzo zatopiłam się w jego oczach. Położyłam się do łóżka i prawie od razu po tym usnęłam. Następnego dnia obudziłam się po 11.00. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu i nie mogłam w to uwierzyć. Na ekranie było chyba z osiem nieodebranych połączeń. Nie wiem co to był za numer, ale podejrzewałam, że próbuje skontaktować się ze mną Emily. Mimo to nie oddzwoniłam. Założyłam jakieś dresy i z włosów ułożyłam koka. Zeszłam do kuchni. W domu jak zawsze w sobotę nikogo nie było. Mój tata pracował jako menadżer. Prawie zawsze go nie było w ten dzień. Był prawie przez całe dnie w domu, ale w weekendy byłam zdana sama na siebie. Zrobiłam sobie kanapki i herbatę po czym usiadłam wygodnie na kanapie przed telewizorem. Oglądałam jakąś powtórkę daremnego serialu. Gdy tylko zjadłam, przypomniałam sobie, że muszę zacząć się szykować, bo w końcu za niecałe dwie godziny musiałam pójść do Harry'ego. Gdy tylko o tym myślałam to ciarki mnie przechodziły. Najchętniej nigdzie by dzisiaj nie wychodziła i została w cieplutkim domku. Miałam tego wszystkiego dosyć. W szkole mnie olewał, a jak był bez kolegów to słodko się uśmiechał i przychodził do mojego domu zakłócając mi spokój. Włożyłam ciemne dżinsy i luźny sweter z napisem "LONDON". Do tego mały, prawie nie widoczny naszyjnik z sówką. No i conversy. Byłam już prawie gotowa do wyjścia. Uświadomiłam sobie, że zostało mi tylko pół godziny na przygotowanie się. Nałożyłam szybko jakiś delikatny makijaż i rozpuściłam lekko skręcone włosy. Nie miałam już czasu na prostowanie ich więc uczesałam warkocza na boku. Nie lubiłam moich włosów. Jedne co mi się w nich podobało to, to, że były gęste. Założyłam na siebie lekko ocieplaną kurtkę i wzięłam torebkę z potrzebnymi rzeczami. Wyszłam z domu i skierowałam się do Harry'ego. Przez całą tą drogę rozmyślałam i tak na prawdę nawet później nie pamiętałam o czym. Dotarłam do jego domu. Był biały z ogrodem. Przeszłam podwórko, a następnie zadzwoniłam do dzwonka. Otworzył mi on. Wiedziałam, że jego rodziców prawie zawsze nie ma w domu. Było to normalne...
Czy miłość przetrwa?
wtorek, 26 marca 2013
piątek, 22 marca 2013
Rozdział III
Zaczęłyśmy się rozgrzewać. Kilka pompek, brzuszków, skłonów no i przysiadów nie sprawiało mi żadnych kłopotów. W końcu głos zabrała nauczycielka:
- Może najpierw zacznę od sprawy najważniejszej... - zaczęła - A więc nasza szkoła będzie brała udział w zawodach na początku powiatowych, a może i przejdziemy dalej... Zapewne macie jakieś swoje własne układy, które układałyście kiedyś w domu. Regulamin dopuszcza tylko 6-7 zawodniczek, a nas jest aż 14 więc będę musiała wybrać najlepiej tańczące dziewczyny... Które z Was umieją szpagat? - zapytała.
Podniosłam rękę razem z 10 dziewczynami. Ten krok nie był dla mnie skomplikowany wręcz przeciwnie.
- A więc to właśnie Wy będziecie musiały zaprezentować swoje umiejętności taneczne - powiedziała brunetka.
Podczas, gdy my przygotowywałyśmy się inne dziewczyny siedziały na ławeczce. Pani kolejno wzywała nas, aby sprawdzić co potrafimy. Nadeszła kolej na mnie. Włączyłam muzykę z telefonu i zaczęłam tańczyć. Nie był to jakiś genialny, przećwiczony układ, bo zaskoczyła nas, ale nie poszło mi najgorzej, może dlatego, że lubiłam tą piosenkę. Po niecałych pięciu minutach wróciłam do reszty. Po mnie zaprezentowały się jeszcze trzy dziewczyny. Później Pani wezwała nas na środek sali.
- Podjęłam już decyzję... Odpadną trzy dziewczyny... - trzymała nas w napięciu - A więc nie będą nas reprezentować... Jessica, Charlotte i Rebecca - powiedziała - Przykro mi, ale nie jesteście zbyt dobre - powiedziała pod nosem.
Nie dowierzałam, że dostałam się do drużyny reprezentującej naszą szkołę. Już po chwili usłyszałam dzwonek. Nie przejęłam się nim, bo miałyśmy dwie godziny zajęć. Tym razem my ćwiczyłyśmy taniec, którego uczyłyśmy się na początku roku, a nauczycielka w tym czasie wymyślała układ na zawody. Godzina ta szybko minęła. Pożegnałyśmy się z nauczycielką, którą bardzo lubiłam, po czym znalazłam się w szatni. Nie minęło dużo czasu, a wyszłam ze szkoły. Od razu udałam się w stronę mojego domu. "W końcu piątek" - pomyślałam. Dziś już nie miałam więcej lekcji, ani zajęć dodatkowych. Nareszcie mogłam spokojnie wypocząć, a jutro wstać uśmiechnięta. Moje przemyślenia przerwał dzwonek telefonu. Ktoś do mnie dzwonił. Spojrzałam na wyświetlacz. Nie znałam tego numeru, można powiedzieć, że widziałam go pierwszy raz na oczy. Odebrałam.
- Słucham? - zapytałam.
- To ja, Harry - odezwał się.
- Czego chcesz? - zapytałam oschło.
- Jutro mamy się spotkać, aby zrobić ten plakat... Pomyślałem, że może podjechać po Ciebie? O 10? - zapytał niepewnie chłopak.
- O której?! - krzyknęłam, nie przejmując się, że w okół było pełno ludzi.
- O 10 - powtórzył.
- Ja chcę się wyspać - oburzyłam się.
- To o której po Ciebie wpaść? - nalegał brunet.
- Nie musisz po mnie przyjeżdżać, przyjdę do Ciebie około 14 - oznajmiłam po czym rozłączyłam się.
Telefon jak zawsze włożyłam tylnej kieszeni spodni. Wróciłam do domu i położyłam klucze na szafkę, od razu po tym wbiegłam po schodach do swojego pokoju. Przebrałam się w luźne dresy i uczesałam niedbałego koka. Zeszłam na dół. W salonie znajdował się mój tata więc podeszłam do niego i mocno przytuliłam. Dopiero wtedy zoriętowałam się, że rozwiązuje jakąś krzyżówkę. Zaproponowałam, że zrobię obiad i razem coś zjemy. Bez zbędnych kłótni zgodził się. Weszłam do kuchni, wyjęłam wszystkie składniki do spaghetti i zaczęłam gotować. Już po niecałej godzinie obiad był gotowy i zaczęliśmy jeść. Przerwał nam dzwonek do drzwi. Już chciałam wstać, ale tata pokazał mi gestem, że on otworzy. Z powrotem usiadłam na miejsce. Za to on wstał i skierował się w kierunku holu. Usłyszałam otwierający się zamek i urywki bardzo krótkiej rozmowy.
- Cheryl! To do Ciebie - powiedział wchodząc do pomieszczenia, w którym się znajdowałam.
Wstałam z krzesła i skierowałam się w kierunku drzwi. W holu stał on. Po jego minie można było się spodziewać, że widział mnie w takim stroju po raz pierwszy. Zawsze ubierałam się z ubcisłe ciuszki, a teraz nie zależało mi tak bardzo na wyglądzie jak kiedyś.
- Po co tu przyszedłeś? - zapytałam oschło.
- Dasz wyciągnąć się na spacer? - zapytał.
- W tym momencie jest to niemożliwe, właśnie jem obiad... - odpowiedziałam nie zastanawiając się dłużej niż trzy sekundy.
- A może Twój kolega zjadłby z nami - wtrącił mój ojciec wchodząc do przedpokoju.
- Harry ma na pewno wiele innych rzeczy do roboty... Jestem pewna, że nie ma czasu z nami nic zjeść - okłamała.
- Ale ja z chęcią zostanę - powiedział jakby chciał zrobić mi na złość, na jego twarzy pojawił się uśmiech powodujący dołeczki.
Tata nigdy nie wiedział, że byliśmy razem. Ukrywaliśmy się przed nim. Harry zawsze przychodził, gdy nie było go akurat w domu. Weszliśmy do kuchni. Nałożyłam Harry'emu porcję spaghetti i zajęłam swoje wcześniej zajęte miejsce. Nie miałam zamiaru się odzywać, za to ojciec wręcz na odwrót. Zadawał pełno pytań. Zjedliśmy, po czym posprzątałam po posiłku. Oni nadal rozmawiali. W końcu nie wytrzymałam.
- Harry, możemy porozmawiać? - zapytałam kierując słowa do bruneta - Na osobności - dodałam.
- Jasne - odpowiedział wstając z krzesła - Przepraszam Pana - dodał. Postanowiłam zaprowadzić go do swojego pokoju, aby mieć pewność, że tata niczego nie usłyszy. Weszliśmy i od razu zamknęłam za nami drzwi.
- Dużo się tu zmieniło - stwierdził chłopak rozglądając się.
- Co sobie myślałeś przychodząc tutaj? - zapytałam ignorując jego wcześniejszą wypowiedź.
- Sądziłem, że dasz się wyciągnąć na spacer i wyluzować się - powiedział podchodząc do mnie i patrząc mi prosto w oczy.
Tym razem nie odwróciłam się.
- Może najpierw zacznę od sprawy najważniejszej... - zaczęła - A więc nasza szkoła będzie brała udział w zawodach na początku powiatowych, a może i przejdziemy dalej... Zapewne macie jakieś swoje własne układy, które układałyście kiedyś w domu. Regulamin dopuszcza tylko 6-7 zawodniczek, a nas jest aż 14 więc będę musiała wybrać najlepiej tańczące dziewczyny... Które z Was umieją szpagat? - zapytała.
Podniosłam rękę razem z 10 dziewczynami. Ten krok nie był dla mnie skomplikowany wręcz przeciwnie.
- A więc to właśnie Wy będziecie musiały zaprezentować swoje umiejętności taneczne - powiedziała brunetka.
Podczas, gdy my przygotowywałyśmy się inne dziewczyny siedziały na ławeczce. Pani kolejno wzywała nas, aby sprawdzić co potrafimy. Nadeszła kolej na mnie. Włączyłam muzykę z telefonu i zaczęłam tańczyć. Nie był to jakiś genialny, przećwiczony układ, bo zaskoczyła nas, ale nie poszło mi najgorzej, może dlatego, że lubiłam tą piosenkę. Po niecałych pięciu minutach wróciłam do reszty. Po mnie zaprezentowały się jeszcze trzy dziewczyny. Później Pani wezwała nas na środek sali.
- Podjęłam już decyzję... Odpadną trzy dziewczyny... - trzymała nas w napięciu - A więc nie będą nas reprezentować... Jessica, Charlotte i Rebecca - powiedziała - Przykro mi, ale nie jesteście zbyt dobre - powiedziała pod nosem.
Nie dowierzałam, że dostałam się do drużyny reprezentującej naszą szkołę. Już po chwili usłyszałam dzwonek. Nie przejęłam się nim, bo miałyśmy dwie godziny zajęć. Tym razem my ćwiczyłyśmy taniec, którego uczyłyśmy się na początku roku, a nauczycielka w tym czasie wymyślała układ na zawody. Godzina ta szybko minęła. Pożegnałyśmy się z nauczycielką, którą bardzo lubiłam, po czym znalazłam się w szatni. Nie minęło dużo czasu, a wyszłam ze szkoły. Od razu udałam się w stronę mojego domu. "W końcu piątek" - pomyślałam. Dziś już nie miałam więcej lekcji, ani zajęć dodatkowych. Nareszcie mogłam spokojnie wypocząć, a jutro wstać uśmiechnięta. Moje przemyślenia przerwał dzwonek telefonu. Ktoś do mnie dzwonił. Spojrzałam na wyświetlacz. Nie znałam tego numeru, można powiedzieć, że widziałam go pierwszy raz na oczy. Odebrałam.
- Słucham? - zapytałam.
- To ja, Harry - odezwał się.
- Czego chcesz? - zapytałam oschło.
- Jutro mamy się spotkać, aby zrobić ten plakat... Pomyślałem, że może podjechać po Ciebie? O 10? - zapytał niepewnie chłopak.
- O której?! - krzyknęłam, nie przejmując się, że w okół było pełno ludzi.
- O 10 - powtórzył.
- Ja chcę się wyspać - oburzyłam się.
- To o której po Ciebie wpaść? - nalegał brunet.
- Nie musisz po mnie przyjeżdżać, przyjdę do Ciebie około 14 - oznajmiłam po czym rozłączyłam się.
Telefon jak zawsze włożyłam tylnej kieszeni spodni. Wróciłam do domu i położyłam klucze na szafkę, od razu po tym wbiegłam po schodach do swojego pokoju. Przebrałam się w luźne dresy i uczesałam niedbałego koka. Zeszłam na dół. W salonie znajdował się mój tata więc podeszłam do niego i mocno przytuliłam. Dopiero wtedy zoriętowałam się, że rozwiązuje jakąś krzyżówkę. Zaproponowałam, że zrobię obiad i razem coś zjemy. Bez zbędnych kłótni zgodził się. Weszłam do kuchni, wyjęłam wszystkie składniki do spaghetti i zaczęłam gotować. Już po niecałej godzinie obiad był gotowy i zaczęliśmy jeść. Przerwał nam dzwonek do drzwi. Już chciałam wstać, ale tata pokazał mi gestem, że on otworzy. Z powrotem usiadłam na miejsce. Za to on wstał i skierował się w kierunku holu. Usłyszałam otwierający się zamek i urywki bardzo krótkiej rozmowy.
- Cheryl! To do Ciebie - powiedział wchodząc do pomieszczenia, w którym się znajdowałam.
Wstałam z krzesła i skierowałam się w kierunku drzwi. W holu stał on. Po jego minie można było się spodziewać, że widział mnie w takim stroju po raz pierwszy. Zawsze ubierałam się z ubcisłe ciuszki, a teraz nie zależało mi tak bardzo na wyglądzie jak kiedyś.
- Po co tu przyszedłeś? - zapytałam oschło.
- Dasz wyciągnąć się na spacer? - zapytał.
- W tym momencie jest to niemożliwe, właśnie jem obiad... - odpowiedziałam nie zastanawiając się dłużej niż trzy sekundy.
- A może Twój kolega zjadłby z nami - wtrącił mój ojciec wchodząc do przedpokoju.
- Harry ma na pewno wiele innych rzeczy do roboty... Jestem pewna, że nie ma czasu z nami nic zjeść - okłamała.
- Ale ja z chęcią zostanę - powiedział jakby chciał zrobić mi na złość, na jego twarzy pojawił się uśmiech powodujący dołeczki.
Tata nigdy nie wiedział, że byliśmy razem. Ukrywaliśmy się przed nim. Harry zawsze przychodził, gdy nie było go akurat w domu. Weszliśmy do kuchni. Nałożyłam Harry'emu porcję spaghetti i zajęłam swoje wcześniej zajęte miejsce. Nie miałam zamiaru się odzywać, za to ojciec wręcz na odwrót. Zadawał pełno pytań. Zjedliśmy, po czym posprzątałam po posiłku. Oni nadal rozmawiali. W końcu nie wytrzymałam.
- Harry, możemy porozmawiać? - zapytałam kierując słowa do bruneta - Na osobności - dodałam.
- Jasne - odpowiedział wstając z krzesła - Przepraszam Pana - dodał. Postanowiłam zaprowadzić go do swojego pokoju, aby mieć pewność, że tata niczego nie usłyszy. Weszliśmy i od razu zamknęłam za nami drzwi.
- Dużo się tu zmieniło - stwierdził chłopak rozglądając się.
- Co sobie myślałeś przychodząc tutaj? - zapytałam ignorując jego wcześniejszą wypowiedź.
- Sądziłem, że dasz się wyciągnąć na spacer i wyluzować się - powiedział podchodząc do mnie i patrząc mi prosto w oczy.
Tym razem nie odwróciłam się.
poniedziałek, 18 marca 2013
Rozdział II
Byłam wykończona. Trening jak trening, ale to co miało dzisiaj miejsce na prawdę mnie zdziwiło. Szybko wypakowałam rzeczy i poszłam się wykąpać. Uwielbiałam długie, gorące kąpiele, po całym dniu to właśnie one relaksują mnie najbardziej. Po półgodzinnym siedzeniu w łazience udałam się do swojego pokoju. Zasłoniłam wszystkie rolety, nie chciałam, aby uliczne latarnie raziły mnie w oczy. Po poukładaniu rzeczy i tysięcznym obejrzeniu się w lusterku położyłam się spać.
Rano obudziłam się około godziny 6.00 nad ranem. Przetarłam oczy i powoli je otwierałam. Moim oczom ukazał się biały sufit pokoju. Leżałam w łóżku jeszcze jakieś dziesięć minut. Gdy tylko pomyślałam, że znów będę musiała znosić obecność mojego byłego chłopaka to ciarki mnie przechodziły. Miałam do niego straszliwy żal za to, że tak sobie ze mną porywał. Pewnie zapytacie się mnie czemu z nim zerwałam... Może i miałam sławę przyjaciół i niezły luz, wszyscy chcieli się ze mną kolegować, ale jednak nie umiałam już przeżyć tych ciągłych jego romansów. To wtedy bolało mnie najbardziej. Po nocach płakałam, aby nikt tego nie widział. W końcu zdobyłam się na odwagę i powiedziałam mu to wszystko co mnie dręczyło. W ten sposób zerwaliśmy. Nie zabolało mnie to aż tak jak myślałam. Odeszłam po prostu z tego grona. Do tej pory nie odzywaliśmy się do siebie. Wstałam z łóżka i powędrowałam do łazienki z nowymi, czystymi ubraniami. Przebrałam się i doprowadziłam włosy do znośnego stanu. Nałożyłam lekki makijaż i gotowe. Zajęło mi to dobrą godzinę, gdyż tym razem pomalowałam swoje oczy eylayner'em. Spakowałam do torby książki i zeszłam na dół. Nikogo tam nie było. Tata pewnie spał w końcu jeszcze było wcześnie. Zjadłam śniadanie i ubrałam się ciepło. Na dworze było pełno śniegu. Musiałam założyć kozaki, których tak bardzo nie lubiłam. Powędrowałam do szkoły. Po piętnastu minutach ciągłego ruchu zauważyłam szkołę. Trzeba było przyznać, że pięknie wyglądała o tej porze roku. Weszłam do budynku. Pierwsze co zrobiłam to pokierowałam się do swojej szafki, która znajdowała się na samym dole. Otworzyłam ją i włożyłam zbędne mi teraz rzeczy. Przechodziłam przez długie i wąskie korytarze. Czułam się tak jakbym była w jakimś filmie. W końcu doszłam pod salę historyczną. On już tam był. Przeszłam koło niego wyjękując ciche "cześć", dobrze wiedziałam, że to usłyszał, ale nie odpowiedział. Czegóż innego mogłabym się po nim spodziewać. Teraz, przy kolegach nie odezwie się do mnie, bo byłby to straszliwy wstyd. Usiadłam na jednej z ławek koło tej sali i rozmyślałam. Nawet nie usłyszałam jak zadzwonił dzwonek na lekcje. Weszłam do sali. Profesor jak zwykle uciszał wszystkich dzwoneczkiem. Na moje nieszczęście wezwał mnie do odpowiedzi. Powolnie skierowałam się w stronę tablicy. Nauczyciel zaczął kolejno zadawać pytania, na które znałam odpowiedzi. Jednak coś mnie ciągle rozpraszało... Był to wzrok loczka. Spojrzałam się na ławki... Siedział i wpatrywał się we mnie jak w obrazek. Od czasu do czasu uśmiechnął się lekko do mnie. Kompletnie nie wiedziałam o co może mu chodzić. Nie odezwie się przy swojej paczce, ale się do mnie uśmiecha... "Dziwne" - pomyślałam. Profesor postawił mi ocenę i wróciłam na miejsce. Reszta lekcji minęła zwyczajnie bez żadnych nieporozumień. Nadszedł czas na aerobik. Skierowałam się do hali, na której zawsze odbywały się zajęcia. Ciągle czułam jakby ktoś za mną szedł, ale gdy się odwracałam to nikogo nie było... Miewałam już omamy... Skierowałam się do szatni damskich, w których było pełno dziewczyn. Dołączyłam do dziewczyn z zajęć aerobiku. Prawie wszystkie były już przebrane więc zrobiłam to samo co one wcześniej. Po chwili przyszła po nas pani o blond włosach i smukłej sylwetce.
Rano obudziłam się około godziny 6.00 nad ranem. Przetarłam oczy i powoli je otwierałam. Moim oczom ukazał się biały sufit pokoju. Leżałam w łóżku jeszcze jakieś dziesięć minut. Gdy tylko pomyślałam, że znów będę musiała znosić obecność mojego byłego chłopaka to ciarki mnie przechodziły. Miałam do niego straszliwy żal za to, że tak sobie ze mną porywał. Pewnie zapytacie się mnie czemu z nim zerwałam... Może i miałam sławę przyjaciół i niezły luz, wszyscy chcieli się ze mną kolegować, ale jednak nie umiałam już przeżyć tych ciągłych jego romansów. To wtedy bolało mnie najbardziej. Po nocach płakałam, aby nikt tego nie widział. W końcu zdobyłam się na odwagę i powiedziałam mu to wszystko co mnie dręczyło. W ten sposób zerwaliśmy. Nie zabolało mnie to aż tak jak myślałam. Odeszłam po prostu z tego grona. Do tej pory nie odzywaliśmy się do siebie. Wstałam z łóżka i powędrowałam do łazienki z nowymi, czystymi ubraniami. Przebrałam się i doprowadziłam włosy do znośnego stanu. Nałożyłam lekki makijaż i gotowe. Zajęło mi to dobrą godzinę, gdyż tym razem pomalowałam swoje oczy eylayner'em. Spakowałam do torby książki i zeszłam na dół. Nikogo tam nie było. Tata pewnie spał w końcu jeszcze było wcześnie. Zjadłam śniadanie i ubrałam się ciepło. Na dworze było pełno śniegu. Musiałam założyć kozaki, których tak bardzo nie lubiłam. Powędrowałam do szkoły. Po piętnastu minutach ciągłego ruchu zauważyłam szkołę. Trzeba było przyznać, że pięknie wyglądała o tej porze roku. Weszłam do budynku. Pierwsze co zrobiłam to pokierowałam się do swojej szafki, która znajdowała się na samym dole. Otworzyłam ją i włożyłam zbędne mi teraz rzeczy. Przechodziłam przez długie i wąskie korytarze. Czułam się tak jakbym była w jakimś filmie. W końcu doszłam pod salę historyczną. On już tam był. Przeszłam koło niego wyjękując ciche "cześć", dobrze wiedziałam, że to usłyszał, ale nie odpowiedział. Czegóż innego mogłabym się po nim spodziewać. Teraz, przy kolegach nie odezwie się do mnie, bo byłby to straszliwy wstyd. Usiadłam na jednej z ławek koło tej sali i rozmyślałam. Nawet nie usłyszałam jak zadzwonił dzwonek na lekcje. Weszłam do sali. Profesor jak zwykle uciszał wszystkich dzwoneczkiem. Na moje nieszczęście wezwał mnie do odpowiedzi. Powolnie skierowałam się w stronę tablicy. Nauczyciel zaczął kolejno zadawać pytania, na które znałam odpowiedzi. Jednak coś mnie ciągle rozpraszało... Był to wzrok loczka. Spojrzałam się na ławki... Siedział i wpatrywał się we mnie jak w obrazek. Od czasu do czasu uśmiechnął się lekko do mnie. Kompletnie nie wiedziałam o co może mu chodzić. Nie odezwie się przy swojej paczce, ale się do mnie uśmiecha... "Dziwne" - pomyślałam. Profesor postawił mi ocenę i wróciłam na miejsce. Reszta lekcji minęła zwyczajnie bez żadnych nieporozumień. Nadszedł czas na aerobik. Skierowałam się do hali, na której zawsze odbywały się zajęcia. Ciągle czułam jakby ktoś za mną szedł, ale gdy się odwracałam to nikogo nie było... Miewałam już omamy... Skierowałam się do szatni damskich, w których było pełno dziewczyn. Dołączyłam do dziewczyn z zajęć aerobiku. Prawie wszystkie były już przebrane więc zrobiłam to samo co one wcześniej. Po chwili przyszła po nas pani o blond włosach i smukłej sylwetce.
Rozdział I
Nagle poczułam jak ktoś chwyta mnie za ramię i gwałtownie odwraca w swoją stronę. Nie ukrywając wzdrygnęłam się ze strachu. Już po chwili usłyszałam zachrypnięty, męski głos. "Czego on ode mnie chce?!" - pomyślałam, a nagłos powiedziałam:
- Komu mam zawdzięczać ten zaszczyt, że zwróciłeś na mnie uwagę? Odkąd tylko zerwaliśmy nawet nie powiedziałeś mi durnego 'cześć'.
- Robimy razem plakat... - powiedział ignorując moje ostatnie wypowiedziane zdanie.
- No tak, ale nie przejmuj się... Zrobię go sama i będzie z głowy - powiedziałam.
- Skoro mamy go robić razem to zrobimy... - odpowiedział dotykając ręką moją dłoń.
Po całym ciele przeszły mnie dreszcze. Nie wiedziałam czy odsunąć się czy może nie psuć tej chwili. Odsuciłam się i szybko odeszłam krok w tył, przy tym gwałtownie zabierając rękę. Chłopak uśmiechnął się tym samym ukazując swoje dołeczki, które doprowadzały mnie do szaleństwa. Jednak nie było to najgorsze... Gorzej było uniknąć jego spojrzenia, które odkąd tylko rozmawialiśmy próbowały zetknąć się z moim. Opuściłam głowę tym samym patrząc się w ziemię, na którą zaczęły padać malutkie płatki śniegu, nic dziwnego w końcu był koniec listopada.
- Wpadnij do mnie dzisiaj o 18.00 to zaczniemy już coś robić - zaproponował Harry.
Nie miałam zamiary się tam zjawiać, ale i tak bym z nim nie wygrała zbyt dobrze go znam...
- A może najpierw spytałbyś się mnie czy mam czas? - zapytałam retorycznie podnosząc swoją głowę do góry.
- Masz czas? - westchnął.
- Nie... Jestem zajęta - odpowiedziałam.
- Nie możesz tego odwlekać... Boisz się mnie czy co? - zapytał zielonooki kładąc swoją dłoń na moim policzku.
- Zostaw! - powiedziałam zdejmując jego rękę z policzka - Jak mówię, że nie mam czasu to nie mam - powiedziałam tym razem gwałtowniej.
- Co takiego w tym czasie będziesz robić? - zapytał myśląc, że kłamie.
- Nic Ci do tego - oburzyłam się jego ciągłymi pytaniami.
- Chcę po prostu wiedzieć czemu nie możesz przyjść i zacząć robić ze mną tego plakatu - powiedział oczekując odpowiedzi.
- Mam trening - odpowiedziałam niechętnie.
- Jaki znowu trening?! - zapytał ze zdziwieniem.
- Od półtorej roku uczę się jazdy figurowej na łyżwach - odpowiedziałam.
- Kiedyś mówiłaś, że to głupota... - powiedział.
- Jak widzisz zmieniłam się... Mogę rzec, że na lepsze - powiedziałam.
- W takim razie może po treningu? - nalegał loczek.
- Będę wykończona... A tak w ogóle to nie wiadomo ile on potrwa, więc nie czekaj - odpowiedziałam i odwróciłam się, aby pójść dalej.
- W takim razie może jutro? - zapytał doganiając mnie.
- Jutro mam trening...
- Ile razy w tygodniu masz ten trening? - zapytał nie dowierzając.
- Kto powiedział, że to jest trening jazdy na łyżwach? - zapytałam lekko uśmiechając się.
- W takim razie jaki? - zapytał nie wiedząc co tak bardzo mnie zmieniło.
Kiedyś nie lubiłam zostawać po lekcjach na dodatkowych zajęciach, a tym bardziej ruszać się z cieplutkiej kanapy.
- Chodzę na aerobik... Od jakiegoś czasu interesuję się też tańcem - powiedziałam.
- To może w sobotę? - zaproponował chłopak.
- Niech jest - powiedziałam i ruszyłam w stronę domu.
"Czemu akurat musiał mi dać jego?!" - w mojej głowie ciągle krążyło te pytanie. Nie chciałam tam iść w sobotę... Może wymyślę, że jestem chora, albo coś... Nie mam zamiaru przebywać z nim dłużej niż pięć sekund w jednym pomieszczeniu, zbyt bardzo mnie zranił swoimi romansami z innymi dziewczynami podczas, gdy ja byłam mu całkowicie wierna i oddana. Po jakiś dziesięciu minutach byłam w swoim domu. Rzuciłam klucze na stolik w holu, rozebrałam buty i kurtkę po czym weszłam do kuchni. Był tam mój tata. Szeroko uśmiechnął się na mój widok. Pobiegłam do swojego pokoju i rzuciłam ciężką torbę w jego kąt. Musiałam przygotować się do treningu. Zeszłam na dół i zjadłam jakąś kanapkę po czym znów wróciłam do swojego pokoju. Z włosów uczesałam koka. Do plecaka spakowałam swój strój na występ, w którym będę występować już za tydzień w Londynie. Oczywiście o łyżwach nie zapomniałam. Wszystko starannie wpakowałam do plecaka. W lewej kieszeni od spodni poczułam wibracje mojego telefonu. Wyjęłam go i spojrzałam na wyświetlacz. Był to Harry. "Skąd ma mój numer?" - pomyślałam. Napisał do mnie:
'Szkoda, że nie możemy się dzisiaj spotkać... '
Zignorowałam tę wiadomość. Nie odpisałam na nią, może najzwyczajniej w świecie nie wiedziałam co? W szkole można powiedzieć, że mnie unika nawet nie stać go na głupie 'cześć', a tu nagle napisał. Wyrwałam się z zamyśleń i powędrowałam do łazienki. Wzięłam szczotkę do włosów, tusz do rzęs i błyszczyk bez których nigdy się nie ruszałam. Dochodziła godzina 17.00, właśnie wychodziłam z domu, bo zajęcia miały zacząć się o 17.30. Tata zaproponował, że mnie zawiezie więc się zgodziłam. Po piętnastu minutach byłam już na lodowisku. Przebrałam się w strój, założyłam łyżwy i wyszłam na lód, aby się rozgrzać. W końcu przyszłą moja trenerka, którą bardzo lubiłam. Kazała mi powtórzyć układ, który trenowałyśmy od paru dni. Był to najgorszy trening jaki tylko miałam. Nie wyszedł mi nawet najprostszy pirłet w powietrzu, który zawsze robiłam bez żadnych trudności. Byłam tak zatracona w myślach, że praktycznie nic do mnie nie docierało. Nagle na trybunach zobaczyłam Harry'ego. "Skąd on tu się wziął?!" - pytałam sama siebie. Nie mogłam się teraz potknąć. Chciałam pokazać mu, że jeśli coś jest moją pasją i to kocham to wychodzi mi to bez żadnej trudności. Po chwili trenerka zawołała mnie do krawędzi lodu. Kazała wykonać mi najtrudniejszy układ jaki tylko kiedy kolwiek ćwiczyłyśmy. Włączyła muzykę. Ja w tym czasie byłam na środku dużego lodowiska. Zabrzmiały pierwsze nuty repertuaru. Powoli zaczęłam ruszać rękoma i obracać się w rytm muzyki. Po kolei wykonywałam powolne ruchy ramionami i nogami. Muzyka przyśpieszała tempo. Zaczęłam jeździć po krawędziach lodowiska i wykonywać przeróżne pirłety. Po jakiś trzech minutach zakończyłam układ. Wszystko poszło zgodnie z planem. Trenerka zaczęła bić mi brawa. Postanowiła, że to właśnie ten układ zatańczę na zawodach po czym oznajmiła, że mogę już pójść do domu. Weszłam na trybuny, bo to właśnie tamtędy wchodziło się do szatni. Harry wstał z miejsca i skierował się ku mnie.
- Nie sądziłem, że wkładasz w to tyle serca - powiedział próbując patrzeć mi w oczy.
- Kocham ten sport - powiedziałam nie zatrzymując się ani na chwilkę.
- To widać - oznajmił.
- Idę się przebrać - powiedziałam wchodząc do szatni.
Już po chwili wyszłam z plecakiem. Brunet czekał na mnie tuż przed wejściem. Zdziwiłam się, gdy go tam zobaczyłam w końcu nie byliśmy już razem od dwóch lat. Wyszłam z budynku.
- Podwieź Cię do domu? - zapytał nieśmiało.
- Właściwie to możesz...
Wsiedliśmy do auta. Przez całą drogę nie odzywaliśmy się do siebie. Podjechał pod bramę mojego domu. Wyszedł z auta i otworzył mi drzwi.
- Dziękuję za podwózkę - powiedziałam.
- Proszę... - odpowiedział.
- Cześć - pożegnałam się po czym weszłam do domu i udałam się do swojego pokoju.
- Komu mam zawdzięczać ten zaszczyt, że zwróciłeś na mnie uwagę? Odkąd tylko zerwaliśmy nawet nie powiedziałeś mi durnego 'cześć'.
- Robimy razem plakat... - powiedział ignorując moje ostatnie wypowiedziane zdanie.
- No tak, ale nie przejmuj się... Zrobię go sama i będzie z głowy - powiedziałam.
- Skoro mamy go robić razem to zrobimy... - odpowiedział dotykając ręką moją dłoń.
Po całym ciele przeszły mnie dreszcze. Nie wiedziałam czy odsunąć się czy może nie psuć tej chwili. Odsuciłam się i szybko odeszłam krok w tył, przy tym gwałtownie zabierając rękę. Chłopak uśmiechnął się tym samym ukazując swoje dołeczki, które doprowadzały mnie do szaleństwa. Jednak nie było to najgorsze... Gorzej było uniknąć jego spojrzenia, które odkąd tylko rozmawialiśmy próbowały zetknąć się z moim. Opuściłam głowę tym samym patrząc się w ziemię, na którą zaczęły padać malutkie płatki śniegu, nic dziwnego w końcu był koniec listopada.
- Wpadnij do mnie dzisiaj o 18.00 to zaczniemy już coś robić - zaproponował Harry.
Nie miałam zamiary się tam zjawiać, ale i tak bym z nim nie wygrała zbyt dobrze go znam...
- A może najpierw spytałbyś się mnie czy mam czas? - zapytałam retorycznie podnosząc swoją głowę do góry.
- Masz czas? - westchnął.
- Nie... Jestem zajęta - odpowiedziałam.
- Nie możesz tego odwlekać... Boisz się mnie czy co? - zapytał zielonooki kładąc swoją dłoń na moim policzku.
- Zostaw! - powiedziałam zdejmując jego rękę z policzka - Jak mówię, że nie mam czasu to nie mam - powiedziałam tym razem gwałtowniej.
- Co takiego w tym czasie będziesz robić? - zapytał myśląc, że kłamie.
- Nic Ci do tego - oburzyłam się jego ciągłymi pytaniami.
- Chcę po prostu wiedzieć czemu nie możesz przyjść i zacząć robić ze mną tego plakatu - powiedział oczekując odpowiedzi.
- Mam trening - odpowiedziałam niechętnie.
- Jaki znowu trening?! - zapytał ze zdziwieniem.
- Od półtorej roku uczę się jazdy figurowej na łyżwach - odpowiedziałam.
- Kiedyś mówiłaś, że to głupota... - powiedział.
- Jak widzisz zmieniłam się... Mogę rzec, że na lepsze - powiedziałam.
- W takim razie może po treningu? - nalegał loczek.
- Będę wykończona... A tak w ogóle to nie wiadomo ile on potrwa, więc nie czekaj - odpowiedziałam i odwróciłam się, aby pójść dalej.
- W takim razie może jutro? - zapytał doganiając mnie.
- Jutro mam trening...
- Ile razy w tygodniu masz ten trening? - zapytał nie dowierzając.
- Kto powiedział, że to jest trening jazdy na łyżwach? - zapytałam lekko uśmiechając się.
- W takim razie jaki? - zapytał nie wiedząc co tak bardzo mnie zmieniło.
Kiedyś nie lubiłam zostawać po lekcjach na dodatkowych zajęciach, a tym bardziej ruszać się z cieplutkiej kanapy.
- Chodzę na aerobik... Od jakiegoś czasu interesuję się też tańcem - powiedziałam.
- To może w sobotę? - zaproponował chłopak.
- Niech jest - powiedziałam i ruszyłam w stronę domu.
"Czemu akurat musiał mi dać jego?!" - w mojej głowie ciągle krążyło te pytanie. Nie chciałam tam iść w sobotę... Może wymyślę, że jestem chora, albo coś... Nie mam zamiaru przebywać z nim dłużej niż pięć sekund w jednym pomieszczeniu, zbyt bardzo mnie zranił swoimi romansami z innymi dziewczynami podczas, gdy ja byłam mu całkowicie wierna i oddana. Po jakiś dziesięciu minutach byłam w swoim domu. Rzuciłam klucze na stolik w holu, rozebrałam buty i kurtkę po czym weszłam do kuchni. Był tam mój tata. Szeroko uśmiechnął się na mój widok. Pobiegłam do swojego pokoju i rzuciłam ciężką torbę w jego kąt. Musiałam przygotować się do treningu. Zeszłam na dół i zjadłam jakąś kanapkę po czym znów wróciłam do swojego pokoju. Z włosów uczesałam koka. Do plecaka spakowałam swój strój na występ, w którym będę występować już za tydzień w Londynie. Oczywiście o łyżwach nie zapomniałam. Wszystko starannie wpakowałam do plecaka. W lewej kieszeni od spodni poczułam wibracje mojego telefonu. Wyjęłam go i spojrzałam na wyświetlacz. Był to Harry. "Skąd ma mój numer?" - pomyślałam. Napisał do mnie:
'Szkoda, że nie możemy się dzisiaj spotkać... '
Zignorowałam tę wiadomość. Nie odpisałam na nią, może najzwyczajniej w świecie nie wiedziałam co? W szkole można powiedzieć, że mnie unika nawet nie stać go na głupie 'cześć', a tu nagle napisał. Wyrwałam się z zamyśleń i powędrowałam do łazienki. Wzięłam szczotkę do włosów, tusz do rzęs i błyszczyk bez których nigdy się nie ruszałam. Dochodziła godzina 17.00, właśnie wychodziłam z domu, bo zajęcia miały zacząć się o 17.30. Tata zaproponował, że mnie zawiezie więc się zgodziłam. Po piętnastu minutach byłam już na lodowisku. Przebrałam się w strój, założyłam łyżwy i wyszłam na lód, aby się rozgrzać. W końcu przyszłą moja trenerka, którą bardzo lubiłam. Kazała mi powtórzyć układ, który trenowałyśmy od paru dni. Był to najgorszy trening jaki tylko miałam. Nie wyszedł mi nawet najprostszy pirłet w powietrzu, który zawsze robiłam bez żadnych trudności. Byłam tak zatracona w myślach, że praktycznie nic do mnie nie docierało. Nagle na trybunach zobaczyłam Harry'ego. "Skąd on tu się wziął?!" - pytałam sama siebie. Nie mogłam się teraz potknąć. Chciałam pokazać mu, że jeśli coś jest moją pasją i to kocham to wychodzi mi to bez żadnej trudności. Po chwili trenerka zawołała mnie do krawędzi lodu. Kazała wykonać mi najtrudniejszy układ jaki tylko kiedy kolwiek ćwiczyłyśmy. Włączyła muzykę. Ja w tym czasie byłam na środku dużego lodowiska. Zabrzmiały pierwsze nuty repertuaru. Powoli zaczęłam ruszać rękoma i obracać się w rytm muzyki. Po kolei wykonywałam powolne ruchy ramionami i nogami. Muzyka przyśpieszała tempo. Zaczęłam jeździć po krawędziach lodowiska i wykonywać przeróżne pirłety. Po jakiś trzech minutach zakończyłam układ. Wszystko poszło zgodnie z planem. Trenerka zaczęła bić mi brawa. Postanowiła, że to właśnie ten układ zatańczę na zawodach po czym oznajmiła, że mogę już pójść do domu. Weszłam na trybuny, bo to właśnie tamtędy wchodziło się do szatni. Harry wstał z miejsca i skierował się ku mnie.
- Nie sądziłem, że wkładasz w to tyle serca - powiedział próbując patrzeć mi w oczy.
- Kocham ten sport - powiedziałam nie zatrzymując się ani na chwilkę.
- To widać - oznajmił.
- Idę się przebrać - powiedziałam wchodząc do szatni.
Już po chwili wyszłam z plecakiem. Brunet czekał na mnie tuż przed wejściem. Zdziwiłam się, gdy go tam zobaczyłam w końcu nie byliśmy już razem od dwóch lat. Wyszłam z budynku.
- Podwieź Cię do domu? - zapytał nieśmiało.
- Właściwie to możesz...
Wsiedliśmy do auta. Przez całą drogę nie odzywaliśmy się do siebie. Podjechał pod bramę mojego domu. Wyszedł z auta i otworzył mi drzwi.
- Dziękuję za podwózkę - powiedziałam.
- Proszę... - odpowiedział.
- Cześć - pożegnałam się po czym weszłam do domu i udałam się do swojego pokoju.
Prolog
Dzień, jak dzeń... Musiałam pójść do szkoły. Nienawidziłam tam chodzić... Wszytskie wspomnienia wtedy wracały... Jak byliśmy razem, te pocałunki, te czułości i sam dotyk, który powodował na moim ciele miłe dreszcze... Dla niego mogłam zrobić wszytsko, jego oczy... Hipnotyzowały mnie. Byłam wstanie wstać nawet o 4 nad ranem, aby być przy nim... Te myśli ciągle krążyły mi po głowie i ciągle próbowałam je jakoś odsunąć, niestety na marne. Nawet dałam mu się namówić na tatuaż. Jest na dłoni... Przypomina mi go, ale nie da się go za nic usunąć. Miał coś w sobie takiego, że nie mogłam o nim zapomnieć, choć dobrze wiedziałąm jaki był, jego grupka. Dla nich liczyły się tylko imprezy, dziewczyny i inne przyjemności. Miałam tego dosyć... Dlatego z nim zerwałam, zdałam sobie sprawę, że nie pasuje do nich wszystkich... Strasznie się zmieniłam, teraz liczy się tylko taniec i jazda figurowa, w końcu niedługo zawody rejonowe.
Weszłąm do klasy, w której jak zwykle było głośno, na moje nieszczęście chodził do tej samej klasy co ja... To chyba drażniło mnie najbardziej. Nie miałam zamiaru na niego patrzeć... Pierwszy język angielski. Znów zaczynamy daremną lekturę, której nie przeczytałam.
"Tylko żeby mnie nie zapytał" - pomyślałam w duchu, gdy tylko lekcja się zaczęła. Zawsze pytał z lektury w pierwszy dzień jej przerabiania.
- Dziś zrobimy coś innego. Nie będę pytał tak jak to robię zawsze... Podzielę Was na dwuosobowe grupki... Będziecie musieli zrobić plakat dotyczący lektury - powiedział nauczyciel, Smith.
Zaczął wyliczać. Moja przyjaciółka trafiła na jednego z grupki "sławy". Ja tylko modliłam się, abym nie trafiła do jednej drużyny z nim.
- Hmmm... Trudny wybór - westchnął Pan Smith - Może zrobimy tak... - powiedział po chwili ciszy - Cheryl będzie z... Harrym - odpowiedział.
Myślałam, że się załamie. Czułam, że chłopak popatrzył się na mnie i uśmiechnął. W końcu odwróciłam się w jego stronę... Tak jak myślałam, było widać dołeczki. Dobrze wiedział jak na mnie działa. Wykorzystywał to. Odwróciłam się, tym razem przodem do tablicy. Głowę złożyłam w rękach. "Pomyśleć teraz, że będę musiała z nim się spotkać, aby zrobić jakiś durny plakat" - pomyślałam. Godzina lekcyjna minęła bardzo szybko, po czym wyszłam z klasy. Następne sześć lekcji minęło bez większych komplikacji, po czym wyszłam ze szkoły.
Weszłąm do klasy, w której jak zwykle było głośno, na moje nieszczęście chodził do tej samej klasy co ja... To chyba drażniło mnie najbardziej. Nie miałam zamiaru na niego patrzeć... Pierwszy język angielski. Znów zaczynamy daremną lekturę, której nie przeczytałam.
"Tylko żeby mnie nie zapytał" - pomyślałam w duchu, gdy tylko lekcja się zaczęła. Zawsze pytał z lektury w pierwszy dzień jej przerabiania.
- Dziś zrobimy coś innego. Nie będę pytał tak jak to robię zawsze... Podzielę Was na dwuosobowe grupki... Będziecie musieli zrobić plakat dotyczący lektury - powiedział nauczyciel, Smith.
Zaczął wyliczać. Moja przyjaciółka trafiła na jednego z grupki "sławy". Ja tylko modliłam się, abym nie trafiła do jednej drużyny z nim.
- Hmmm... Trudny wybór - westchnął Pan Smith - Może zrobimy tak... - powiedział po chwili ciszy - Cheryl będzie z... Harrym - odpowiedział.
Myślałam, że się załamie. Czułam, że chłopak popatrzył się na mnie i uśmiechnął. W końcu odwróciłam się w jego stronę... Tak jak myślałam, było widać dołeczki. Dobrze wiedział jak na mnie działa. Wykorzystywał to. Odwróciłam się, tym razem przodem do tablicy. Głowę złożyłam w rękach. "Pomyśleć teraz, że będę musiała z nim się spotkać, aby zrobić jakiś durny plakat" - pomyślałam. Godzina lekcyjna minęła bardzo szybko, po czym wyszłam z klasy. Następne sześć lekcji minęło bez większych komplikacji, po czym wyszłam ze szkoły.
Bohaterowie ;)
Harry Styles - najprzystojniejszy 18-latek w całej szkole. Każda dziewczyna chciałaby z nim zamienić choć jedno słowo. Nie należy do osób, które umieją współczuć czy pomóc. Nie umie przegrywać. Jego rodzina jest bogata z czego umie dobrze skorzystać. Jednak coś ukrywa... tylko co..?
Cheryl (Cher) Whittaker - 18-latka z wielkimi marzeniami. Jest piękną brunetką. Uwielbia jeździć na łyżwach i tańczyć. Jej rodzina składa się tylko z taty i starszego brata, który nie utrzymuje z nią prawie żadnych kontaktów. Przyjaciółki odwróciły się, gdy tylko wybrała inną drogę w życiu, prócz jednej, Emily...
Subskrybuj:
Posty (Atom)